Przychodzę do Was z kolejnym bublem, który poleciła mi pani w kosmeterii - tusz Ingrid - Bad Girl z zielonym napisem.
Poszukiwałam dobrego pogrubiającego tuszu, który byłby zastępcą Volume Million Lashes - So Cuture z L'Oreal. Co mnie skusiło na ten bubel? Po pierwsze - cena. Zapłaciłam za niego kilkanaście złotych, porównując do poprzednika jest to znacząca różnica. Po drugie - zachęcanie ekspedientki. Obiecywała mi idealny efekt za niską cenę. Stwierdziłam, że w końcu skuszę się, bo a nóż coś z tego będzie. Niestety, przeliczyłam się. Zaczynając od okropnego zapachu, przez rzadką konsystencję, kończąc na braku jakiegokolwiek efektu WOW. Rzęsy były ciemniejsze i w sumie to tyle... Dawałam mu wiele szans, ale z każdą kolejną moja frustracja rosła. Rzuciłam w kąt ten bubel, powędrowałam do Rossmanna i zakupiłam niegdyś ulubiony tusz Rimmel Day 2 Night, który sprawdza się milion razy lepiej niż ten z Ingrid. Z podkładu tej marki owszem-byłam zadowolona, niestety z tuszem już się nie polubiliśmy.
A Wy używaliście tego tuszu? Podzielcie się opinią w komentarzu i dajcie znać na jakie Wy ostatnio buble trafiliście!
Pozdrawiam,
Monika!

Monika i recenzje kosmetyków. Zaskoczyłaś mnie :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę powodzenia!